Skip to content

Following the dream – Petera Sisa podróż przez siedem dolin

„Patrząc wstecz można pomyśleć, że książki te ukazywały się w tej kolejności zgodnie z jakimś planem, a w rzeczywistości był to czysty przypadek”.
Peter Sis, wywiad Nie ufam postaciom symbolom

THE BIG PICTURE SHOW_OVERALL 00005

Peter Sis, The Conference of the Birds

W wywiadzie dla Die Welt Peter Sis opowiada, że praca nad zilustrowaniem poematu Attara o poszukiwaniu króla ptaków, Simorga, stała się dla niego swoistą medytacją. Oto fragmenty tego wywiadu:

„Trafiłem na nią (tę historię) u Borgesa. Nie wiem, czy zwróciłbym uwagę na aktualność tego tekstu, gdybym kilka lat wcześniej nie natknął się na Simorga, nieśmiertelnego króla ptaków Attara, w „Księdze istot zmyślonych” Jorge Luisa Borgesa. Opracowana w latach siedemdziesiątych przez Petera Brooka i Jean-Claude Carrière’a wersja sceniczna poematu wzmocniła moje odczucie, że ta historia jest zadziwiająco aktualna: opowiada o gniewie i niezadowoleniu i prowadzonych w nadziei na ratunek poszukiwaniach takiego króla, który rozwiąże wszystkie problemy. Kiedy w Ameryce zupełnie niespodziewanie w prawyborach pojawił się senator z Illinois, który ostatecznie pokonał nawet Hillary Clinton, nie mogłem dłużej czekać z podjęciem tego wątku.

Kiedy w 2007 roku rozpoczął pan pracę nad „Konferencją ptaków” również kierował pan wzrok w stronę Baracka Obamy?

Ludzie mówili: „On spełni nasze marzenia. Będzie pierwszym prezydentem, który nas wszystkich rozumie.” Obama był kompletną niewiadomą, ale wszyscy czuli się z nim osobiście związani. Może to naturalne, że ludzie poszukują w życiu symbolicznej postaci, niezależnie od tego, czy nazywa się Obama czy Simorg. Ja jednak wychowałem się w czasach komunizmu, co nauczyło mnie, nie ufać postaciom symbolom.

peter-sisW pierwszej wersji zamiast trzydziestu ptaków, które jednoczą się w poszukiwaniu Simorga, planowałem jeszcze miliony maleńkich twarzy, które razem tworzyły oblicze Obamy. Bogactwo postaci i historii w liczącym 4500 wersów poemacie Attara ma niemal biblijny rozmach, musiałem więc dokonać wyboru i zdecydowałem się zilustrować historię o siedmiu dolinach, które ptaki muszą przebyć w poszukiwaniu królewskiego Simorga. Według mnie symbolizuje ona bieg czasu i życia.

A ile z siedmiu dolin pokonał pan w tym czasie sam?

Praca nad książką zmusiła mnie do przyjrzenia się temu, jak przebiegało moje własne życie. Początkowo podchodziłem do tematu siedmiu dolin bardzo lekko. Myślałem: „Dolina miłości”: Ok., to proste: Zakochujemy się, ewentualnie mamy dzieci. Kochamy naszą rodzinę, nasz kraj, krąg bliskich. Ale w pewnym momencie, spędzając nad ilustracjami kolejne godziny, zrozumiałem, że podróż przez siedem dolin ma dużo głębsze znaczenie. Kiedy ilustrowałem „Dolinę Śmierci”, ogarnął mnie nawet strach, nie mogłem dłużej nie dostrzegać tego, że z biegiem lat ja sam przekroczyłem już sześćdziesiątkę. Jednak w pewnym momencie „Konferencja ptaków” stała się dla mnie medytacją i być może dlatego też praca nad książką trwała tak długo.

Pierwsza dolina, przez którą przelatują ptaki to „Dolina poszukiwań”. Wiele w niej z pana własnych książek ilustrowanych. Między innymi z wydanej w 1991 roku książki o Krzysztofie Kolumbie „Follow the Dream”, „Starry Messenger” o życiu Galileusza czy „The Tree of Life” o Karolu Darwinie.

Patrząc wstecz można pomyśleć, że książki te ukazywały się w tej kolejności zgodnie z jakimś planem, a w rzeczywistości był to czysty przypadek.

Sis_followthedreamPostać Kolumba była mi wówczas bardzo bliska, ponieważ i ja sam akurat odkrywałem dla siebie Amerykę – krainę rock’n’rolla, pięknych samochodów i milkshaków, o której zawsze marzyłem zza Żelaznej Kurtyny. Kolumb był moim pierwszym bohaterem, i poniekąd dzięki niemu mogłem dokonać nowych odkryć na temat Ameryki. Wcześniej wierzyłem oczywiście, że Kolumb jest bohaterem dla wszystkich. Po ukazaniu się „Follow the Dream”, byłem zmuszony przyjąć, że połowa Amerykanów postrzega go jako człowieka odpowiedzialnego za „ludobójstwo” rdzennej ludności, a według niektórych był nawet gorszy od Hitlera.

„Follow the Dream” ukazała się kilka lat po upadku Muru.

Wcześniej moje książki miały zawsze bardzo mały format, ale wtedy dużymi ilustracjami świętowałem odzyskaną wolność. Sądziłem wówczas, że wraz z upadkiem Muru spełniło się moje marzenie o świecie bez granic. Jednak, jak bardzo w dalszym ciągu ograniczone jest nasze myślenie, przekonałem się po publikacji książki o Darwinie, która nie była pomyślana jako deklaracja religijna, lecz jako książka o wolności ludzkiego myślenia. Po ukazaniu się „The Tree of Life” stwierdziłem, że trzy czwarte Amerykanów zdaje się nie uznawać ewolucji. Pamiętam nawet pewne wydarzenie na jednym z uniwersytetów na południu USA, podczas którego studenci złapali się za ręce i modlili się za mnie, abym z powodu książki o Darwinie nie trafił do piekła.”

Wywiad z Peterem Sisem dla Die Welt Ich misstraue den Symbolfiguren
(Nie ufam postaciom symbolom)

Banksy

Banksy

Nie możesz połączyć kropek patrząc w przyszłość. Możesz je połączyć, patrząc w przeszłość.  Musisz więc uwierzyć, że kropki w jakiś sposób się połączą. Musisz w coś uwierzyć: w swój instynkt, przeznaczenie, życie, karmę, cokolwiek. Wiara, że kropki jakoś się później połączą da Ci pewność siebie w podążaniu za swoim sercem, nawet jeśli prowadzi Cię to poza dobrze przetartym szlakiem. I to robi wielką różnicę.

Steve Jobs Pozostań nienasycony. Pozostań nierozsądny

„Kiedy uświadomił pan sobie zgodnie z przesłaniem „Konferencji ptaków”, że poszukiwanie króla, który zna wszystkie odpowiedzi, doprowadzi pana ostatecznie do siebie samego?

To zrozumienie nie pojawia się nagle, lecz dochodzi się do niego stopniowo z biegiem życia. Gdy byłem dzieckiem babcia ciągała mnie potajemnie do kościoła i opowiadała mi o człowieku imieniem Jezus, który był ponoć w stanie, wyswobodzić ludzkość z wszelkiego zła. W szkole wierzyłem w boga imieniem Lenin, a w 1968 roku pojawił się Dubcek jako zbawiciel. O nadziejach, jakie kilka lat temu świat wiązał z postacią Obamy, już wspominaliśmy. Czasami podziwiam ludzi, którzy głęboko w coś wierzą i potrafią odrzucić wątpliwości, ja jednak taką zdolnością nie zostałem obdarzony.”

Tak kończy się wywiad z Peterem Sisem dla Die Welt Ich misstraue den Symbolfiguren (Nie ufam postaciom symbolom). A tak przemówienie Steva Jobsa na Uniwersytecie Stanford w 2005:

Nikt nie chce umrzeć. Nawet ludzie, którzy chcą iść do nieba, nie chcą umrzeć, by się tam dostać. A przecież Śmierć jest naszym wspólnym przeznaczeniem. Nikt nigdy jej nie uciekł i tak też powinno być, ponieważ Śmierć jest prawdopodobnie największym wynalazkiem Życia. To czynnik zmieniający Życie. Usuwa stare, by zrobić miejsce na nowe. Teraz to nowe to Wy, ale pewnego dnia, za niezbyt długo, stopniowo staniecie się starym, które trzeba będzie usunąć.

Steve Jobs Pozostań nienasycony. Pozostań nierozsądny

Wcześniejsze wpisy o Simorgu:
Simorg. Ptak-wieloptak │ Simorg i głęboka demokracja

Bloodlines. Potomkowie zbrodniarzy – geny, wina, odpowiedzialność

Odpowiedzialność współczesnych Niemców za zbrodnie popełnione przez pokolenie ich ojców i dziadków, to temat, który wciąż powraca. We wspomnianym w poprzednim poście wywiadzie dla RDC Jennifer Teege, tak odpowiada na pytanie o to, co ona ma z tym wspólnego poza genami i podobieństwem fizycznym do hitlerowskiego zbrodniarza, Amona Goetha.

Rafał Betlejewski: Czemu uznała pani, że historia Amona Goetha jest czymś, co pani dotyczy? W końcu mogła pani przecież uznać, że to nie pani historia – ta rodzina panią odrzuciła, geny to tylko geny, nie ma w tym żadnej ciągłości rodzinnej, odwrócić się od tego.

Jennifer Teege: To niestety tak nie działa. Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. Relacje rodzinne są jednak bardzo silne, a ja miałam te relacje z rodziną biologiczną. Jeśli pan wie, jak pewne rzeczy są przekazywane z pokolenia na  pokolenie, wie pan, że nie jest łatwo tak się od wszystkiego odwrócić.

Rafał Betlejewski: Jak widzi pani Niemcy dziś i ich pracę nad przeszłością i Holocaustem? Urodziła się pani w 1970 roku, czyli jesteśmy właściwie jednolatkami. Jak pani ocenia niemieckie rozliczenia z przeszłością?

Jennifer Teege: Trzeba się cofnąć w czasie i zobaczyć jak to się zmienia z pokoleniami. Zaraz po wojnie był okres ciszy. Ludzie chcieli zapomnieć i udawali, że III Rzesza nigdy nie istniała. Potem nastąpiło pokolenie 1968 roku, dużo bardziej zbuntowane, które zadawało pytania, na które często nie było odpowiedzi. Ich rodzice po prostu nie chcieli rozmawiać z nimi. Nasze pokolenie dorastało w obszernej wiedzy na temat wojny. W mojej szkole w Niemczech prawie cały rok był poświęcony Holocaustowi. Rozmawialiśmy o tym tak wiele, że okres powojenny właściwie nam uciekł. Kolejne pokolenie, czyli pokolenie naszych dzieci będzie miało trudne zadanie, bo dla nich to wszystko stanie się wiedzą akademicką.

Rafał Betlejewski: Boi się pani, że zabraknie empatii?

Jennifer TeegeEmpatia pojawia się wtedy, gdy dzieci mogą się spotkać z ocaleńcami z Holocaustu. Takie spotkania budują współodczuwanie. Gdy wiedza płynie z książek uwaga skupia się na statystykach, ilości ofiar itd. a to nie jest coś użytecznego. (…)

Rafał Betlejewski: Czy wydaje się pani, że Niemcy się zmieniły od tamtych czasów bez szacunku? Czy wiemy, że coś takiego się nie powtórzy?

Jennifer Teege: Nie sądzę, żebyśmy mieli w Niemczech do czynienia z jakąś bardzo niebezpieczną sytuacją. Mamy pewnie ekstremizmy, ale chyba są pod kontrolą.

Wywiad RDC Między innymi Betlejewski: Podwójna tożsamość

Mniej optymistyczną postawę reprezentuje Rainer Hoess, który w spocie eurowyborczym Never forget. To Vote stwierdza, że jeśli nie będziemy pamiętać o okresie zbrodni, to historia może się powtórzyć i wyraża obawę, że to się teraz zaczyna, bo skrajnie prawicowe partie zyskują w Europie coraz więcej głosów. Wyjaśnia również, że do nie zapominania o przeszłości i działania w teraźniejszości czuje się szczególnie zobowiązany jako wnuk komendanta obozu zagłady w Auschwitz.

DVD_coverDramatyczną decyzję o przecięciu linii rodu Goehringów, podjęła zarówno siostrzenica Hermanna Goehringa, Bettina Goehring, jak i jej brat. (Opowiada o tym w filmie Dzieci Hitlera.) Niedawno jednak Bettina podjęła innego rodzaju próbę zmierzenia się z przeszłością. W Australii odnalazła malarkę Ruth Rich, córkę ocalonych z Holocaustu, która zgodziła się z nią spotkać i rozmawiać. Zapis dwóch cykli tych niezwykłych rozmów został udokumentowany w formie filmu dokumentalnego przez Cynthię Connop.
Ku mojemu zaskoczeniu film Bloodlines został pokazany na kwietniowych warsztatach Worldwork w Warszawie. Myślę, że trudno wyrazić w słowach, co zaszło między tymi niezwykłymi kobietami, nawet im samym, ale to, że trudne spotkania coś zmieniły, wniosły coś ważnego do życia obu z nich, jest widoczne. Symbolicznie oddaje to zmiana tematyki obrazów Ruth. Po rozmowach z Bettiną odchodzi ona od dotychczasowych, mrocznych, pełnych niemal dotykalnego cierpienia obrazów i zaczyna malować kolorowe kwiaty. Wymowna i ważna jest dla mnie również reakcja jej matki, która wprowadzenie koloru i radości do obrazu przyjmuje z entuzjazmem i komentuje mniej więcej tak: pamiętać tak, ale żyć.

Bettina_and_Ruth

bloodlines

Film Bloodlines, reż. Cynthia Connop. Women Make Movies, 2007
Obraz z cyklu „Redemption through Darkness”

Więcej o filmie na blogu Ori Golana, tu fragment wpisu Suddenly the chimney was just a chimney:

„I had a personal thing about her family who killed my brother” recalls Rich about Goering. „I had a big projection against the Germans. I was going to go all the way to get my stuff resolved”.

And she does.

„I want you to drop your German defense,” Rich tells Goering in the film. „Show me those cold eyes that can kill.”

„I look just like him,” says Goering. „I look more like him than his own daughter. The eyes, the cheekbones, the profile.” (…)

Did they not find the cameras intrusive?

„We were connecting with our feelings. The subject was so intense, we just focused on our feelings.” recalls Rich. „Once we got into the process we forgot about everything else.” Goering concurs: „it came from the belly. We were deep in it”.

Niemcy – trzecie pokolenie i „duchy przeszłości”

Mimo iż od zakończenia II wojny światowej upłynęło niemal siedemdziesiąt lat, w relacjach polsko-niemieckich temat ten wciąż wywołuje żywe emocje. Można się było o tym przekonać podczas warsztatów Worldwork 2014, które odbyły się w Warszawie w dniach 27 kwietnia – 1 maja pod hasłem „Polityka i świadomość w świecie, który się zmienia. Nowe rozwiązania: od historii do przyszłości„. W oparciu o koncepcję głębokiej demokracji 500 osób z 43 krajów  zajmowało się na nich palącymi (bądź nie wygasłymi) konfliktami na świecie. Tematem, któremu w Warszawie poświęcono szczególnie dużo miejsca była kwestia, jak doświadczenie wojny nadal wpływa na relacje między Polakami a Niemcami.

20140525_134842

Zgodnie z ideą głębokiej demokracji wszystkie głosy i opinie społeczne, zarówno te wyrażane otwarcie jak i te niezauważane, pomijane bądź dyskryminowane czy to przez większość czy też silniejszą mniejszość, są równie ważne, a poruszanie trudnych tematów i ujawnianie związanych z nimi emocji pozwala zrozumieć wszystkie strony konfliktu i pomaga uwolnić się od „duchów przeszłości„. Zyskując świadomość – zarówno obecnych jak i przeszłych ról oraz zachodzących między nimi interakcji – możemy zdaniem Arniego Mindella, twórcy idei – zastąpić politykę i walkę o władzę umiejętnością bycia w relacji, „trwałym kontakcie z innymi oraz współpracy”. Zadziwiająco zbieżny z tym podejściem pogląd na relacje polsko-niemieckie wyraziła w wywiadzie dla Radia dla Ciebie Jennifer Teege.

„Podczas rozmowy wzajemnie się poznajemy i zaczynamy się rozumieć. Przestajesz się bać, a zaczynasz dostrzegać podobieństwa.” Jennifer Teege

Rafał Betlejewski: Ale wie pani, nie mogę uciec od pytań o Niemcy,  gdyż pani jest Niemką, a pani rodzina ma tę przeszłość, którą ma. To jest przeszłość niechciana, ale pewnie nie tak rzadka w Niemczech. Zapytam więc, jak pani widzi relacje Niemiec z Polską. Wie pani oczywiście, że my Polacy, byliśmy w trudnych sytuacjach z Niemcami, wiele osób w Polsce boi się zarówno Niemiec jak i Niemców…

Jennifer Teege: Ależ oczywiście, że wiem i mam na ten temat swoje opinie. Wydaje mi się, że bardzo ważna jest rozmowa. Odpowiem tak: w tej chwili Niemcy są w bardzo specyficznym położeniu. Po wielu latach po wojnie jesteśmy znowu bardzo potężnym narodem. Jesteśmy w centrum Europy. Wiemy też, że jesteśmy uważnie obserwowani nie tylko przez Polaków, ale przez pozostałe narody sąsiedzkie. Powinniśmy więc właściwie użyć tej mocy, którą mamy. Chciałabym, żeby Niemcy były znane ze swoich wysokich wartości moralnych i etycznych, które wyciągają rękę do sąsiadów. Nie chciałabym, żeby ta siła znowu została niewłaściwie użyta.

Rafał Betlejewski: Uważa pani więc, że Niemcy mają wyżej zdefiniowane powinności, niż inne narody Europy?

Jennifer Teege: Nie potrafię odpowiedzieć prostym tak lub nie. Chciałabym, żeby mój kraj poszedł tą drogą i myślę, że idziemy w dobrym kierunku.

Rafał Betlejewski: Czy myśli pani, że coś jeszcze powinno być zrobione pomiędzy Polakami i Niemcami? Coś, co mogłoby uciszyć polskie strachy.

Jennifer Teege: Tak, mam wyraźny pomysł: musimy się komunikować. Podczas rozmowy wzajemnie się poznajemy i zaczynamy się rozumieć. Przestajesz się bać, a zaczynasz dostrzegać podobieństwa. Może nawet pojawić się sympatia.

Wywiad RDC Między innymi Betlejewski: Podwójna tożsamość

AmonJennifer Teege jest wnuczką komendanta obozu zagłady w Płaszowie. W książce Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił tak pisze o sposobach radzenia sobie z przeszłością przez potomków zbrodniarzy:

Trzecie pokolenie, pokolenie wnuków zbrodniarzy nazistowskich, patrzy zazwyczaj rozsądnie i bez szukania fałszywych usprawiedliwień na historię swojej rodziny. Pokolenie dzieci przepracowuje wciąż czyny swoich ojców, pokolenie wnuków – uwikłanie w historię własnej rodziny. Analizują opowiadane tysiące razy legendy rodzinne, sprawdzają, co jest prawdą, a co zostało zniekształcone lub przemilczane. Czyny dziadków, a przede wszystkim milczenie na ich temat, oddziałują wciąż na ich rodziny. Historyk Wolfgang Benz twierdzi, że „ideologia narodowego socjalizmu i jego długotrwałe konsekwencje są widoczne do dziś”. Historyk mówi o „rodzinnych kartelach milczenia”.

(…) Nie wierzę, żeby można było całkowicie wyzwolić się od przeszłości. Ona zawsze oddziałuje na naszą przyszłość, czy tego chcemy czy nie. (…)

Myślę, że tylko wtedy będziemy w stanie rozprawić się z przeszłością i zostawić ją za sobą, gdy będziemy potrafili swobodnie się z nią obchodzić. Ci bowiem, którzy żyją w przekonaniu, że muszą ukrywać siebie, swoją tożsamość, zawsze będą cierpieli z jej powodu.

Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił
Nikola Sellmair, Jennifer Teege, Prószyński i S-ka, 2014

Mniej optymistycznie odnosi się do przyszłości Rainer Hoess, wnuk komendanta obozu zagłady Auschwitz-Birkenau.

Gdyby hi­sto­ria nie mogła się po­wtó­rzyć, skraj­na pra­wi­ca nie cie­szy­ły­by się takim po­par­ciem, jak obec­nie. Nawet tak de­mo­kra­tycz­na i to­le­ran­cyj­na Szwe­cja jest za­gro­żo­na po­wro­tem ide­olo­gii skraj­nie pra­wi­co­wych. Około 70 pro­cent miesz­kań­ców Go­tlan­dii sta­no­wią po­tom­ko­wie wę­gier­skich Żydów, któ­rzy prze­ży­li pie­kło Za­gła­dy. Dzi­siaj skraj­na pra­wi­ca od­gra­ża się: jak wy­gra­my eu­ro­wy­bo­ry, to was stąd wy­ku­rzy­my. Rządy eu­ro­pej­skie uspo­ka­ja­ją, że eks­tre­mi­ści i po­pu­li­ści są mar­gi­ne­sem na po­li­tycz­nej mapie Eu­ro­py. Uwa­żam, że po­li­ty­cy mydlą nam oczy, aby nie siać za­mę­tu w spo­łe­czeń­stwie. Eu­ro­pej­skie ugru­po­wa­nia po­pu­li­stycz­ne i skraj­nie pra­wi­co­we liczą ponad 378 tys. człon­ków, trud­no zatem mówić o ruchu ni­szo­wym. Mogę tylko po­wtó­rzyć za prze­sła­niem za­war­tym w spo­cie eu­ro­wy­bor­czym: „Nigdy nie za­po­mnij. Gło­suj“.

Nigdy nie zapomnij. Głosuj, Izabella Jachimska, onet

Simorg i głęboka demokracja

„Żeby poznać ducha świata trzeba go szukać w sobie,
żeby zaś poznać swą wyższą jaźń należy szukać jej w świecie.”
Herman Hesse

Już na pierwszej stronie (internetowej), do której dotarłam w poszukiwaniu historii o Simorgu znalazłam motto wiążące sposób widzenia siebie z tym, jak postrzegamy świat. Jakby lustrzane odbicie wilka stepowego (wielu wilków) było jednocześnie odbiciem świata.

peter-sis ilustr. Peter Sis

Bo czy Ptak-wieloptak Petera Sisa nie jest doskonałą ilustracją idei głębokiej demokracji?

Simorg_Sis

ilustr. Peter Sis, The Conference of the Birds

„At the end, thirty birds, unified by their quest, reach their king at last.
And they see that they are Simorgh the king…
and that Simorgh the king is each of them…”

Rybka

„Like this fish we are all little fish creating a larger system-mind!” A. Mindell

Czy „Konferencja (Rozmowy) ptaków” nie przypomina pracy z procesem? A ta ilustracja Worldworku?

Sis_Conference

ilustr. Peter Sis

W wywiadzie dla Die Welt Peter Sís opowiada o swojej inspiracji:

(…) ta historia jest zadziwiająco aktualna: opowiada o gniewie i niezadowoleniu i poszukiwaniu w nadziei na ratunek takiego króla, który rozwiąże wszystkie problemy. Kiedy w Ameryce zupełnie niespodziewanie w prawyborach pojawił się senator z Illinois, który ostatecznie pokonał nawet Hillary Clinton, nie mogłem dłużej czekać z podjęciem tego wątku.

Kiedy w 2007 roku rozpoczął Pan pracę nad „Konferencją ptaków” również kierował Pan wzrok w stronę Baracka Obamy?

Ludzie mówili: „On spełni nasze marzenia. Będzie pierwszym prezydentem, który nas wszystkich rozumie.” Obama był kompletną niewiadomą, ale wszyscy czuli się z nim osobiście związani. Może to naturalne, że ludzie poszukują w życiu symbolicznej postaci, niezależnie od tego, czy nazywa się Obama czy Simorg. Ja jednak wychowałem się w czasach komunizmu, co nauczyło mnie, nie ufać postaciom symbolom. więcej

Wywiad dla Die Welt Ich misstraue den Symbolfiguren  (Nie ufam postaciom symbolom)

Inne wpisy o Simorgu:
Simorg. Ptak-wieloptakFollowing the dream – Petera Sisa podróż przez siedem dolin

Obrazek

Simorg. Ptak-wieloptak

„Wreszcie go widzą: przekonują się, że one same są Simurgiem,
że Simurg to każdy z nich i wszystkie razem.”

Simorg_Sis

Cudowna ilustracja ptaka-wieloptaka Petera Sisa do cudownej opowieści o Simorgu z książki Konferencja ptaków.

Sis zainteresował się Simorgiem pod wpływem Borgesa. Oto jego (Simorga nie Borgesa) opis z Księgi istot zmyślonych:

Simurg to nieśmiertelny ptak, mający gniazdo na drzewie wiadomości.  (…)
Farid al-Din Attar w XIII wieku podnosi go do rangi symbolu lub też wizerunku bóstwa, co odbywa się w Mantiq al-Tayr (Rozmowie ptaków). Treść tej alegorii, złożona z około czterech i pół tysiąca dwuwierszy, jest zadziwiająca. Przebywający daleko król ptaków Simurg gubi gdzieś w Chinach jedno ze swych przepięknych piór; ptaki zmęczone panującą anarchią postanawiają go odszukać. Wiedzą, że imię ich króla znaczy „trzydzieści ptaków”. Wiedzą, że jego zamek leży na górze czy też w łańcuchu górskim Kaf, które otaczają Ziemię. Z początku niektóre ptaki się boją: słowik wyżala się ze swej miłości do róży, papuga opisuje swą piękność, przez którą znajduje się w klatce; przepiórka nie może żyć bez gór, czapla bez bagien, a sowa bez ruin. Wreszcie decydują się na swą niebezpieczną przygodę; przelatują ponad siedmioma dolinami (albo morzami): przedostatnia nazywa się Zamęt, ostatnia – Unicestwienie. Wiele z tych skrzydlatych pielgrzymów ucieka; inne giną podczas przeprawy. Trzydzieści, oczyszczonych przez cierpienia, dociera do góry Simurga.
Wreszcie go widzą: przekonują się, że one same są Simurgiem, że Simurg to każdy z nich i wszystkie razem.

Kosmograf al-Qaswini w swych „Cudach stworzenia” stwierdza, że Simorg Anka żyje tysiąc siedemset lat, a kiedy jego syn podrasta, ojciec podpala stos i umiera na nim. Zdaniem Lane’a przypomina to legendę o Feniksie.

Ilustracje Sisa niezwykle do mnie przemówiły, choć nie wiedziałam wtedy jeszcze, że cała 160-stronicowa książka jest ilustrowaną opowieścią, i to nie dla dzieci.

Natknęłam się na nią – jak mi się wtedy wydawało – przypadkowo. Teraz, kiedy historia obrosła nieco w piórka, już mi się to takie przypadkowe nie wydaje. Szukając ilustracji z innej książeczki, trafiłam na to pięknie wydane cudo The Conference of the Birds, znaczy na jego rekomendacje – wszystkie potwierdzam.

OkladkaThe Conference of the Birds
Peter Sis
Hardcover: 160 pages
Publisher: SelfMadeHero (30 April 2012)
(or Penguin Press HC, October 27, 2011)

Książka dostępna m.in. na Amazon (UK) i w polskiej księgarni internetowej Bookcity.

Więcej o książce i autorze ilustracji: „Love loves difficult things”

Inne wpisy o Simorgu:
Simorg i głęboka demokracja │ Following the dream – Petera Sisa podróż przez siedem dolin

Wnuczka Amona Goetha. Rodzinna tajemnica

W 1963 roku osiemnastoletnia Monika Hertwig przypadkiem dowiaduje się, że jej ojciec, który zginął, gdy nie miała jeszcze roku, to Amon Goeth, masowy morderca, komendant obozu koncentracyjnego w Płaszowie.

45 lat później historia zdaje się powtarzać. Trzydziestoośmioletnia wychowana w niemieckiej rodzinie adopcyjnej ciemnoskóra Jennifer Teege przypadkiem trafia w bibliotece na książkę napisaną przez Monikę Hertwig i dowiaduje się, że jej biologiczny dziadek, to Amon Goeth, masowy morderca, komendant obozu koncentracyjnego w Płaszowie.

AmonAmon. Mój dziadek by mnie zastrzelił
Nikola Sellmair, Jennifer Teege

To jedno zdarzenie zachwiało całym jej życiem: Jennifer Teege, mając 38 lat, dowiedziała się, kim jest naprawdę. Przez przypadek znalazła w bibliotece książkę o swojej matce i dziadku Amonie Göcie. (…) Jego życiowa towarzyszka i ukochana babcia Jennifer Teege, Ruth Irene, w 1983 roku popełniła samobójstwo.  (…) Po swoim odkryciu Teege musiała stawić czoło historii rodzinnej.

Jennifer Teege (ur. 1970) – jest córką Niemki i Nigeryjczyka. Gdy miała cztery tygodnie, została oddana do domu dziecka, a w wieku siedmiu lat adoptowana. Przez cztery lata mieszkała i studiowała w Izraelu. Od 1999 roku pracuje jako copywriterka w branży reklamowej.
Z noty wydawniczej o książce Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił, Nikola Sellmair, Jennifer Teege, Prószyński i S-ka, 2014

Informacja ta jest dla niej szokiem. Jej wyobrażenia o sobie i świecie rozsypują się, przez kilka miesięcy nie wychodzi z łóżka. A w późniejszych wywiadach tak opisuje ten okres: „życie przypomina puzzle, które trzeba ułożyć od początku”, „trudno było żyć w realu”, „to było tak mocne, tak potężne, że… (…), „początkowo bardzo dużo śniłam, i nie były to miłe sny”.

„Z tej dziury trzeba się wydostać, ale tego nie robi się poprzez intelekt”. Pomogła terapia, pomogło napisanie książki.

„Osobiste milczenie, rodzinna tajemnica, czyli ukrywanie czegoś, co odgrywa centralną rolę i co jest ważne, to jest to przez co cierpiałam” Jennifer Teege w wywiadzie telewizyjnym

Na pytanie o to, co ją skłoniło do napisania książki, odpowiada: „Nie chcę, by moje dzieci dorastały z taką tajemnicą”, „sama doświadczyłam tego, jak toksyczny wpływ ma na życie rodzinna tajemnica i przed tym chcę uchronić moje dzieci”. Od ogólnie pomijanych tematów i przemilczeń „ważniejsze jest to osobiste milczenie, rodzinna tajemnica, czyli ukrywanie czegoś, co odgrywa centralną rolę i co jest ważne, to przez to cierpiałam , od tego jestem specjalistką, na tym się znam….” „Nie chodzi tylko o przemilczanie, ale o coś bardzo istotnego dla mojej tożsamości“.

Przypadek? „To zawsze jest kwestia, czy patrzy się na swoje życie wprzód czy wstecz…” – mówi Teege. „(Patrząc wstecz) przypomina powoli składane puzzle, w którym każdy element ma sens…”

Newsweek: Pani matka dokonała rozrachunku z przeszłością. Na początku twierdziła, że Amon Göth był dobrym nazistą. Potem zrozumiała prawdę. Ale jedną rzecz pominęła: o pani w swojej książce nie wspomniała ani słowem…

Jennifer Teege: To mnie ogromnie zabolało. Byłam wściekła: moja własna matka wymazała mnie z rzeczywistości. I nie sposób było udawać, że to się stało przypadkiem: w jej książce jest cały rozdział o roku 1970. Mówi tam o bardzo wielu rzeczach, tylko nie o jednym: że ja się wtedy urodziłam.
Upłynęło wiele czasu, zanim moja złość minęła. A poza tym na szczęście – kiedy spotkałam się z nią po raz pierwszy po wielu latach – zapytałam, dlaczego tak zrobiła. Odpowiedziała, że chciała mnie chronić. Uważała, że adopcja to najlepsze, co mogła mi dać. Można się z tym nie zgadzać. Ona w ogóle nie rozumiała, że mogę czuć się samotna w nowej rodzinie. Widziała wyłącznie zewnętrzne oznaki szczęścia: dom z ogrodem i pozbawione kłopotów finansowych życie. Ale jej postępowanie miało sens. W końcu moja babcia popełniła samobójstwo, przytłoczona ciężarem przeszłości. Matka szukała dla mnie szansy na nowe życie. Nie chciała, by dopadł mnie cień Amona Götha.

Newsweek: Pani matka chciała się spotkać z ofiarami Götha. To było strasznie trudne, bo ci ludzie wcale tego nie pragnęli. A kiedy niektórzy w końcu się zgadzali, drżeli ze strachu, widząc pani matkę. Była tak podobna do swego ojca, że widzieli w niej kata z Płaszowa…

Jennifer Teege: Dla mnie rozliczenie z przeszłością było potwornie trudne, ale i tak po stokroć łatwiejsze niż dla ludzi z pokolenia mojej matki. Po pierwsze, poziom bliskości jest inny. Nie chodzi o mojego ojca, tylko o mojego dziadka, a to jednak ogromna różnica. Moja matka powiedziała kiedyś, że gdy myślała źle o swoim ojcu, czuła się, jakby zdradzała swoją matkę. Lojalność wobec matki pociągała za sobą lojalność wobec ojca. To wywoływało w niej nieustanny konflikt. Poza tym była za blisko tych wydarzeń. W pierwszych latach po wojnie panowała w Niemczech kompletna cisza na ten temat. Tak jakby nałożono blokadę. Kiedy moja matka próbowała się dowiedzieć czegoś na temat zagłady Żydów, nauczycielka po prostu nakrzyczała na nią: „Lepiej zajmij się lekcjami”.
Wnuczka nazistowskiego zbrodniarza: Mój dziadek by mnie zabił, Maciej Nowicki, 05-01-2014

Więcej:

Wywiad Jennifer Teege WDR Mein Großvater hätte mich erschossen

Talk with Jennifer Teege, Grandaughter of a Nazi war Criminal

Nie chcę być dyżurną wnuczką nazisty, Katarzyna Brejwo, Gazeta Wyborcza, 2014

Wywiad Klub Trójki Dziadek – nazista i trudna przeszłość rodzinna Dariusz Bugalski

Wywiad RDC Między innymi Betlejewski: Podwójna tożsamość Rafał Betlejewski

Dzieci nazistów. Córka Amona Goetha

O tym, że jej ojciec zamordował setki ludzi, Monika Hertwig, dowiedziała się mając osiemnaście lat. Przez przypadek. Opowiedział jej o tym kolega z pracy, u którego dostrzegła wytatuowane numery obozowe. Były więzień obozu koncentracyjnego w Płaszowie uświadomił jej, jakich zbrodni dopuszczał się komendant obozu Amon Göth, jej ojciec.

Postać nazistowskiego zbrodniarza sfilmowana została przez Stevena Spielberga w „Liście Schindlera”. W filmie Chenocha Ze’evi Dzieci Hitlera córka Goetha, Monika Hertwig opowiada o szoku, jakim była dla niej ta informacja.

Monika Hertwig może wyparłaby ojca z pamięci, gdyby nie opublikowana w 1982 r. książka „Arka Schindlera”. (…) To na podstawie tej książki Spielberg nakręcił swój film. Monika poszła do kina specjalnie po to, by zobaczyć ojca. Czekała przez kilkadziesiąt minut, aż wreszcie kamera pokazała scenę, gdy przez krakowskie getto jedzie zgorszony oficer SS. Od razu go poznała. Ralph Fiennes nawet bez munduru SS tak przypominał Götha, że dawni więźniowie Płaszowa, których spotykał podczas przygotowywania się do roli, trzęśli się ze strachu.
– Znienawidziłam tego Spielberga. Pokazał mi prawdę o ojcu – mówiła.

Córka hitlerowskiego zbrodniarza. Jak żyć z takim piętnem?,
Bartosz T.Wieliński, Gazeta Wyborcza

Monika Hertwig po projekcji filmu „Lista Schindlera” długo nie mogła dojść do siebie. Do tej pory jej matka ukrywała prawdę o ojcu Amonie Goethe – komendancie obozu w Płaszowie, który umilał sobie czas, strzelając do Żydów z balkonu. – Kiedy byłam mała, myślałam wręcz, że Żydzi w Płaszowie i mój ojciec to była jedna rodzina. Taką historię słyszałam z ust matki – wspomina. Kiedy dorastała i nie przestawała pytać o ojca, słyszała tylko, że zabił kilku Żydów. Jej matka, słysząc pytania, zawsze wpadała w szał i biła ją kablem.

„Nie będzie więcej Goeringów”. Potomkowie nazistów walczą z piętnem zbrukanych nazwisk

Ucięta linia?
I cut the line” – stwierdza w filmie Dzieci Hitlera Bettina Goering, siostrzenica Hermanna Goeringa, która podobnie jak jej brat zdecydowała się poddać sterylizacji, by nie przedłużać linii rodu Goeringów. A Monika Hertwig? „Wzięłam sobie najgorszego potwora za męża, żeby ukarać się za ojca” – cytuje fragment autobiografii Moniki Hertwig Jennifer Teege, starając się zrozumieć, czemu matka oddała siedmiotygodniowe niemowlę do sierocińca, a w książce w ogóle nie wspomniała o urodzeniu dziecka. „Później zrozumiałam, że Amon Göth był wielkim tematem jej życia. Tak wielkim, że nie było w nim miejsca dla nikogo innego, nawet dla własnego dziecka.” – stwierdza Teege w wywiadzie Nie chcę być dyżurną wnuczką nazisty (Gazeta Wyborcza, 19.02.2014). 38 lat po jej narodzinach historia się powtarza – nieświadoma swojej przeszłości córka Moniki Hertwig, Jennifer Teege, dowiaduje się, że jej biologicznym dziadkiem był Amon Goeth. Przypadkiem.

O szoku jaki ta informacja wywołała u wychowanej w niemieckiej rodzinie adopcyjnej ciemnoskórej Jennifer Teege opowiada książka Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił (Nikola Sellmair, Jennifer Teege, wyd. Prószyński). A ja napiszę w kolejnym poście.

Więcej: Dziedzictwo

Amon Göth myśliwy z KL Płaszów
Bartosz T.Wieliński, Gazeta Wyborcza

Film dokumentalny „Dziedzictwo” (Inheritance), reż. James Moll, 2006