Skip to content

Freud nie pisał o ego, czyli o przekładzie na przykładzie*

Marzec 28, 2013

Trudno sobie to wyobrazić, ale Freud nie pisał ani o ego ani o id. Omawiając te pojęcia, posługiwał się zaimkami ja i to.

„W dawniejszych polskich przekładach pism Freuda jego terminy das Es, das Ich i das Über-Ich (oddawane w nowszych przekładach polskich jako id, ego i superego) oddawano jako ono, jaźń i nad jaźń.” – wyjaśnia we wstępie do książki Bettelheima Freud i dusza ludzka tłumaczka Danuta Danek. „Wydaje się, że sens Freudowski najlepiej oddawałyby takie polskie odpowiedniki: to we mnie, ja we mnie i nad ja we mnie, ale terminy te z kolei nie byłyby zbyt poręczne.” – stwierdza i dodaje:

„Rozważania autora mają dla czytelnika polskiego tym większe znaczenie, że w nowszych przekładach pism Freuda na język polski, opublikowanych w okresie powojennym, wprowadzone zostały jako odpowiedniki pewnych podstawowych pojęć Freudowskich terminy, do których w pełni odnoszą się zawarte w niniejszej książce uwagi krytyczne, dotyczące przekładów angielskich.”

A konkretniej:

„Wszędzie tam, gdzie w przekonaniu Freuda było to tylko możliwe, starał się on przekazywać swoje nowe idee za pomocą najzwyklejszych słów, z którymi czytelnik jego obeznany był od dzieciństwa; wielkim dokonaniem stylistycznym Freuda jest to, że nasycił je takimi odcieniami, znaczeniami i powiązaniami myślowymi, których w dotychczasowym życiu nie miały. Kiedy dla przekazania czegoś zwykle, codzienne słowa okazywały się niewystarczające, z owych zwykłych słów tworzył nowe, często przez połączenie dwu takich słów, co jest nagminną praktyką w języku niemieckim. Jedynie wtedy, kiedy słowa będące w powszechnym użyciu – nawet wyposażone w nowe znaczenia albo połączone ze sobą czy uszeregowane – nie przekazywały w odpowiedni sposób tego, co chciał wyrazić, uciekał się do greki lub łaciny, jak w przypadku terminu zespół edypalny, który wiąże się z mitem greckim. Nawet wówczas jednak wybierał określenia, o których wiedział, że nie będą jego czytelnikowi obce, i że dzięki temu czytelnik wyposaży je w te ważne składniki znaczeniowe, które w zamierzeniu Freuda służyć miały przekazywaniu zarówno jawnych sensów, jak sensów ukrytych, głębszych. Zakładał, że czytelnicy jego to osoby wykształcone, ludzie wychowani na klasykach, podobnie jak on sam. (Za czasów Freuda w Gymnasium greka i łacina były przedmiotami obowiązkowymi.)

„Jedynie tym właśnie życzeniem, aby psychoanalizę uważać za dziedzinę medycyny, wyjaśnić można fakt, że trzy najważniejsze pojęcia teoretyczne Freuda oddawane są w przekładach angielskich nie przez wyrażenia angielskie, ale w języku, którego w naszych czasach używa się powszechniej już tylko przy wypisywaniu recept lekarskich. Przedstawiając funkcjonowanie naszej psychiki, Freud posługuje się pojęciami tego, co świadome, przedświadome i nieświadome. Procesy psychiczne, o jakie mu chodzi, to procesy wewnętrzne i zindywidualizowane.

Szukając odpowiednich nazw na ich określenie, Freud wybrał słowa, które należą do pierwszych słów, jakich uczy się każde dziecko mówiące po niemiecku. Na oznaczenie nieznanych, nieświadomych treści psychicznych wybrał zaimek osobowy es (it) [to, ono], nadając mu formę rzeczownikową: das Es. Ale znaczenie tego terminu można w pełni uchwycić dopiero w zestawieniu z zaimkiem ich (I) [ja], któremu Freud również nadał formę rzeczownikową: das Ich. O jakie treści chodziło mu w tych terminach, pokazuje on jasno w pracy Das Ich und das Es, w której po raz pierwszy wprowadził te przeciwstawne, a zarazem uzupełniające się pojęcia. To, że w przekładach angielskich stosuje się łacińskie odpowiedniki owych zaimków osobowych: ego i id, a nie odpowiednie wyrażenia angielskie, sprawia, iż mamy tu do czynienia z zimną terminologią techniczną, pozbawioną jakichkolwiek skojarzeń osobistych. W języku niemieckim zaimki, którymi posługuje się Freud, mają oczywiście głębokie znaczenie emocjonalne, jako że czytelnik niemiecki używa ich przez całe życie; starannie obmyślony przez Freuda wybór tych słów ułatwia mu intuicyjne zrozumienie przekazywanych sensów.

Żadne słowo nie ma tak bogatych i tak osobistych konotacji jak zaimek ja. Jest to jedno z najczęściej używanych słów w mowie codziennej, a co jeszcze ważniejsze, jest to słowo najbardziej indywidualizujące. Przez niewłaściwe oddanie das Ich jako ego, stworzono żargon, w którym całkowicie znika osobiste zaangażowanie, z jakim mówimy ja – nie wspominając już o tym, że znika nasza podświadoma pamięć głębokich przeżyć z czasów, gdy ucząc się mówić ja, odkryliśmy siebie samych. Nie wiem, czy Freud znał powiedzenie Ortegi y Gasseta, że tworzenie pojęć to zatracanie więzi z rzeczywistością, ale na pewno wiedział o tej prawdzie i starał się jak mógł uniknąć tego niebezpieczeństwa. Tworząc pojecie das Ich, powiązał je z rzeczywistością – przez wybór słowa – tak ściśle, że w praktyce niemożliwością jest użyć tego terminu w sposób pozbawiający go owej więzi. Kiedy czytamy lub mówimy ja, zmusza nas to do introspekcyjnego spojrzenia na samych siebie. Inaczej jest natomiast w przypadku, gdy dowiadujemy się, że ego posługuje się w walce z id określonymi mechanizmami, takimi jak przemieszczenie czy projekcja – wówczas bowiem mamy do czynienia z czymś, co można badać z zewnątrz, obserwując innych. Tego rodzaju przekład – niewłaściwy i błędny, jeśli chodzi o budzony oddźwięk emocjonalny – sprawia, że psychologia o charakterze introspekcyjnym zostaje przekształcona w psychologię typu behawioralnego, w której obserwacje dokonywane są z zewnątrz. Rzecz prosta, w taki właśnie sposób większość ludzi w Ameryce pojmuje i stosuje psychoanalizę.

Słowa ego używano w języku angielskim na długo przedtem, zanim tłumacze przekładający Freuda stworzyli z tego słowa pojęcie psychologiczne. Używano go – i w mowie codziennej jest tak do dzisiaj – w wyrażeniach pochodnych, jak egoism [egoizm], egoistic [egoistyczny] i egotism [egotyzm]; wszystkie te wyrażenia zawierają ujemną ocenę. (Wyrażenie gwarowe nowszego pochodzenia: ego trip [w przybliżeniu: wysuwanie naprzód swojego ja] również jest pejoratywne.) Odnosi się to także do odpowiednich słów niemieckich – do rzeczownika Egoist i przymiotnika egoistisch. Freud, jak wszyscy mówiący po niemiecku, zdawał sobie naturalnie sprawę, że z tego powodu rdzeń ego ma zabarwienie ujemne, kojarzące się z samolubstwem.”

Bruno Bettelheim, Freud i dusza ludzka

* „O przekładzie na przykładzie” to określenie zapożyczone od Elżbiety Tabakowskiej. Taki tytuł nosi jej książka O przekładzie na przykładzie. Rozprawa tłumacza z „Europą” Normana Daviesa – polecam.

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: